Być może nigdy się nie dowie, w jakich okolicznościach zginął tata

Ojciec małej Jagody zginął przy nabrzeżu w Randaberg podczas pracy dla giganta naftowego Shell. Jednak odpowiedzialność za przeprowadzenie dochodzenia spoczywa nie na Norwegii, lecz wyspiarskim państwie na Morzu Karaibskim.

Publisert: Publisert:

To ostatnie zdjęcie Jarosława Siemińskiego zanim wypłynął na holowniku «Fairplay 33». Trzydziestotrzylatek zginął podczas pracy dla Shell UK. Foto: Dominika Sieminska

  • Kjell Arne Knutsen
    Journalist

Polska, 8 marca 2020 r.: W Parku Północnym w Sopocie nad Bałtykiem świeci tej niedzieli słońce, jest chłodno, lecz bezwietrznie. Dwuletnia Jagoda ubrana jest w kombinezon i czapkę. Obejmuje tatę na pożegnanie, podczas gdy mama robi im zdjęcie telefonem komórkowym.

Tata, Jarosław Edward Siemiński (33) jest gotowy, aby wyruszyć do nowej pracy. To będzie jego pierwsza wyprawa holownikiem „Fairplay 33” pływającym w barwach Antigui i Barbudy. Pierwsza wyprawa w funkcji starszego marynarza i pierwsze zlecenie dla nowego armatora – niestety również ostatnie.

– Bardzo cieszył się na nowe zadania, które miał wykonywać, opowiada żona i mama Dominika Siemińska (29) przez adwokata rodziny Agnieszkę Bakanovą.

– Ciężko będzie nam dalej żyć nie wiedząc co się stało, mówi małżonka.

Posiadasz jakieś informacje w tej sprawie lub znasz inne, podobne historie? Napisz do nas na: kjell.arne.knutsen@aftenbladet.no

W akcji ratunkowej na nabrzeżu przemysłowym w Randaberg uczestniczyły dwa śmigłowce. Foto: Kristian Jacobsen

Kapitan: - Mam obawy

Norwegia, 2 kwietnia 2020 r.: U wybrzeży Rogaland wiał sztormowy wiatr. «Fairplay 33», na którego pokładzie znajdował się Jarosław, stał zacumowany przy nabrzeżu w Mekjarvik w Randaberg, około dziesięciu kilometrów na północ od Stavanger. Wszyscy członkowie załogi, z wyjątkiem marynarzy pełniących wachtę, przebywali w swoich kajutach. Nabrzeże w Mekjarvik bywa narażone na warunki atmosferyczne, w tym wiatr z północy. 

Według władz portowych w Stavanger, nierzadko zdarza się, że statek wypływa, aby przeczekać sztormową pogodę i fale na morzu.

Zaledwie kilka dni wcześniej kapitan «Fairplay 33» zapytał o możliwość zacumowania do innego nabrzeża. Jak wynika z jednego z e-maili, do których wgląd uzyskał Aftenbladet/E24 dzięki władzom portowym w Stavanger, kapitan obawiał się fal. Jednak nie było wolnego miejsca dla statku przy innych nabrzeżach.

Brak jest szczegółowych informacji, co poszło nie tak przyczyniając się do śmierci Jarosława, wieczorem 2 kwietnia. Według kilku źródeł, z którymi skontaktowała się gazeta Aftenbladet/E24 załoga była zmuszona do dokonania zmian przy cumach, kiedy wiatr przybrał na sile - po to aby lepiej zabezpieczyć cumy lub zacumować w innym miejscu.

Według adwokata rodziny, jeden ze świadków wyjaśnił, że Jarosław musiał przeskoczyć ze statku na barkę. Podczas tej operacji wiał sztormowy wiatr, trzydziestotrzylatek wypadł za burtę i znalazł się w morzu.

Zdjęcie zostało wykonane kilka dni po śmiertelnym wypadku. Foto: Fredrik Refvem

Brzydka pogoda: prognoza pogody dla Morza Północnego na dzień, w którym zdarzył się wypadek zapowiadała sztormowy wiatr i fale osiągające ponad sześć metrów wysokości. Foto: Grafikk: Meteorologisk institutt / Stavanger Aftenblad

Jeden ze świadków wyjaśnił policji, że Jarosław musiał przedostać się na barkę. W związku z tym, że statek nie posiadał bezpiecznego przejścia na barkę, musiał on przeskoczyć, aby dostać się na pokład barki. To wówczas miał on wpaść do lodowatej wody pomiędzy statkiem a barką.

Wynika to z policyjnego dokumentu, do którego rodzina zmarłego otrzymała dostęp, twierdzi adwokat rodziny. 

Jeden z kolegów, pełniący funkcję osoby odpowiedzialnej za bezpieczeństwo, zobaczył, że coś się stało i podjął próbę pomocy, podczas której sam wpadł do morza. Obaj mężczyźni zostali wyciągnięci z wody przez załogę statku. Mężczyzna, który usiłował pomóc odniósł lekkie obrażenia. Natomiast Jarosław był nieprzytomny, w związku z czym rozpoczęto akcję reanimacyjną. Obaj zostali przewiezieni śmigłowcem do Szpitala Uniwersyteckiego w Stavanger. Tam orzeczono śmierć Jarosława Edwarda Siemińskiego.

Dochodzenie prowadzone z karaibskiej wyspy

Jak dotąd sprawa mogłaby być jeszcze jedną tragiczną opowieścią o straconym życiu w miejscu pracy w Norwegii. Nie byłoby to niczym nadzwyczajnym. Jak podaje Norweskie Centralne Biuro Statystyczne (SSB), każdego roku w Norwegii ginie w miejscu pracy około 40 osób.

Jednak ten wypadek śmiertelny nie jest typowy. Wkrótce miną dwa miesiące od jego zdarzenia, a władze norweskie nie podjęły się jego wyjaśnienia, i jak wskazuje na to obecna sytuacja – nie zrobią tego.

Chociaż statek znajdował się przy nabrzeżu w Randaberg, a śmierć Jarosława orzeczono w szpitalu w Norwegii, to zarówno policja, jak i Główny Urząd do spraw Żeglugi Morskiej (Sjøfartsdirektoratet) oraz Komisja Badania Wypadków Transportowych (Havarikommisjonen) mówią, że nie posiadają upoważnienia do prowadzenia dochodzenia w sprawie wypadku. Aby móc je przeprowadzić musieliby zostać o to poproszeni przez kraj, w którym statek jest zarejestrowany.

Wynika to z tak zwanej zasady państwa flagi zawartej w międzynarodowym prawie morskim, która mówi, że państwo bandery jest odpowiedzialne za przeprowadzenie dochodzenia w sprawie wypadku. W tym przypadku jest to państwo wyspiarskie Antigua i Barbuda leżące na Morzu Karaibskim, które jak dotąd znajdowało się na czarnej liście państw będących rajem podatkowym sporządzonej przez EU.

Zadanie wyjaśnienia, z jakich przyczyn doszło do śmierci Jarosława Siemińskiego przypadło badaczowi wypadków Nilsowi Beyersdorffowi z firmy Marcare w Niemczech. Beyersdorff został mianowany w Antigua i Barbuda szefem do spraw wypadków na morzu.

Na razie nie chce się wypowiadać o przebiegu zdarzeń i dodaje, że przygotowanie raportu może zając sporo czasu. Z powodu koronawirusa nie mógł on przybyć do Norwegii, aby przeprowadzić badania. Mimo to podkreśla, że zarówno Antigua i Barbuda, jak i armator będący właścicielem statku, podchodzą do badania z największą powagą i dbają o zachowanie procedur określonych przez Międzynarodową Organizację Morską.

Niemniej wywołało to ostrą reakcją wielu związków zawodowych, które uważają za niedopuszczalny fakt, iż sprawa nie będzie zbadana przez stronę norweską.

– W praktyce widzimy, że gdy kierownictwo należy do państwa flagi, pracownik może zginąć w norweskim miejscu pracy, a strona norweska nie może nic z tym zrobić. To niedopuszczalne, mówi dla Aftenbladet/E24 przewodnicząca związku zawodowego, Hilde-Marit Rysst z Safe.

Szczęśliwa chwila dla tej małej rodziny. Wszystko się zmieniło po śmierci Jarosława w Norwegii.

Pytania bez odpowiedzi

W Polsce pozostali żona, dwuletnia córka, rodzice i dwóch braci, którzy ogarnięci ogromnym smutkiem i żalem po śmierci ukochanego członka rodziny, pozostają dodatkowo z wieloma pytaniami bez odpowiedzi:

  • Co robił, kiedy doszło do wypadku?
  • Jak długo przebywał w morzu zanim został wyciągnięty na ląd?
  • Jak długo był przytomny?
  • Jeśli zeznania świadków są prawdziwe, to jak wyglądała ocena ryzyka, której dokonano przed operacją?
  • Jaka była przyczyna śmierci?

Obawiają się, że odpowiedzi nigdy nie uzyskają. W ostatnim śmiertelnym wypadku z udziałem statku zagranicznego jaki zdarzył się w Norwegii również uczestniczył statek zarejestrowany w Antigua i Barbuda. Miał on miejsce przed czterema laty, jednak raport z wypadku jeszcze nie jest gotowy.

Rodzina zmarłego zwróciła się z prośbą do policji norweskiej o zbadanie sprawy wypadku, jednak wniosek został odrzucony. Rodzina rozważa złożenie odwołania od tej decyzji.

Praca dla naftowego giganta

Także w 2015 r. doszło do śmierci pracownika zagranicznego statku, który stał przy nabrzeżu w Stavanger. Zmarły pracownik pochodził z Filipin, a statek był zarejestrowany na Bahamach. Norweskie władze nie przeprowadziły dochodzenia w sprawie jego śmierci. Po tym jak Stavanger Aftenblad poddało badaniu tę sprawę, rozgorzała debata na temat warunków pracy zagranicznych pracowników statków wykonujących zlecenia dla sektora naftowego. Obecnie pracownicy tak zwanych statków wielozadaniowych w branży naftowej nie podlegają przepisom ustawy o środowisku pracy (Arbeidsmiljøloven) – o co od lat walczą związki zawodowe.

Jarosław również wykonywał pracę dla branży naftowej. Holenderski gigant naftowy Shell poinformował w zeszłym tygodniu Aftenbladet/E24, że «Fairplay 33» pracował nad przygotowaniem sprzętu, który miał zostać przewieziony do platformy Shearwater znajdującej się w brytyjskim obszarze Morza Północnego.

Shell poinformował także, że Urząd ds. Bezpieczeństwa Pracy w Przemyśle Naftowym (Petroleumstilsynet) został zawiadomiony o wypadku. Urząd potwierdza, że sprawa wypadku jest mu znana, jednak wypada ona poza obszar ich odpowiedzialności.

Przyszłość Dominiki Siemańskiej i jej córki Jagody jest bardzo niepewna. Jarosław był żywicielem rodziny

Niepewna przyszłość

Dominika i Jarosław pobrali się późnym latem 2017 roku. Rok później przyszła na świat Jagoda. Rodzina osiedliła się w Gdyni, mieście portowym, które razem z Sopotem i Gdańskiem tworzy obszar miejski liczący ponad milion mieszkańców. To on utrzymywał rodzinę, pozostaje więc teraz wielką niewiadomą, jak matka i córka poradzą sobie finansowo.

– Zmarły był objęty ubezpieczeniem opłacanym przez pracodawcę. Wcześniej czy później zostaną więc wypłacone świadczenia, informuje adwokat rodziny.

Jak do tej pory adwokat wspierała rodzinę pomagając w załatwieniu innych praktycznych spraw. Długo starała się, aby umożliwić rodzinie pożegnanie ze zmarłym w Szpitalu Uniwersyteckim w Stavanger, co jednak nie doszło do skutku ze względu na sytuację epidemiologiczną. Podróż z Polski do Norwegii wiązałaby się z czternastodniową kwarantanną po przekroczeniu granic w obie strony.

– Pracodawca jednego z braci zagroził zwolnieniem, stąd byliśmy zmuszeni odpuścić, powiedział adwokat rodziny.

– Zasady bezpieczeństwa zostały naruszone

Rodzina rozmawiała z niektórymi członkami załogi, którzy byli w pracy, gdy doszło do wypadku.

– Powiedziano nam, że zasady bezpieczeństwa nie były do końca przestrzegane tego wieczoru. Statek został zmuszony do wykonania manewru, którego nie powinien był wykonać, lecz nie precyzują, gdzie doszło do zaniedbania. Najważniejszym dla nas jest nie to, czy ktoś poniesie karę za ten wypadek, lecz aby dowiedzieć się, co się wydarzyło. Nadal wiele pozostaje niewyjaśnione, mówi małżonka.

Oczekuje ona, że przedsiębiorstwo żeglugowe zrobi wszystko, aby do takich zajść nie dochodziło w przyszłości.

Wstępny raport z obdukcji podaje, że przyczyna śmierci jest nieznana. Patolog nie wyklucza, że przyczyną śmierci mogło być utonięcie – akcja reanimacyjna może zatrzeć jego ślady. Ostateczny raport z obdukcji spodziewany jest za kilka tygodni, jednak nie ma pewności, czy przyniesie on zadowalającą odpowiedź na pytanie, co było przyczyną śmierci.

– Rodzina skontaktowała się z pracodawcą zmarłego, który poinformował, że zostanie sporządzony raport, jednak powiedział niewiele na temat samego zajścia, podaje adwokat rodziny.

– Walter Collet, dyrektor Fairplay Towage powiedział, że nie chce komentować wypowiedzi wdowy po Jarosławie i adwokata rodziny o tym, że dowiedziały się od członków załogi, że zasady bezpieczeństwa zostały naruszone. «To brzmi jak plotki», napisał on w e-mailu do Aftenposten/E24.

Znał się na holownikach

Jarosław Edward Siemiński pracował na statkach przez sześć lat, zanim zamustrował się jako starszy marynarz na „Fairplay 33”. W czasie swojej kariery zawodowej wyspecjalizował się w pracy na holownikach.

– Zawsze był bardzo precyzyjny w tym co robił. Chciał, żeby efekty jego pracy zawsze były bez zarzutu. Kapitan chwalił go za jego zaangażowanie, dyscyplinę i umiejętności komunikacyjne, mówi wdowa.

Był on także bardzo lubiany przez członków załogi.

– Swoją osobą wprowadzał miły nastrój, wspomina wdowa.

Urna z prochami Jarosława została przewieziona do Polski 4 maja i została pochowana na katolickim cmentarzu we wsi Bojano 9 maja.

Rodzina wyraża wdzięczność za otrzymaną dotychczas pomoc ze strony norweskiej. Wsparcia udzieliło wiele podmiotów na różne sposoby: Polski Konsulat w Norwegii, Szpital Uniwersytecki w Stavanger, Zakład Pogrzebowy Obed w Stavanger, Okręg Policyjny Sør-Vest, mówi adwokat rodziny.

Shell: - Bezpieczeństwo to najwyższy priorytet

«Fairplay 33» był wyczarterowany przez holenderską firmę Heerema, kiedy zdarzył się wypadek. Heerema natomiast była wynajęta przez koncern naftowy Shell.

Nick Ravenscroft, rzecznik prasowy Shell, powiedział, że wiadomość o wypadku była szokiem dla firmy. «Chociaż statek nie był bezpośrednio wyczarterowany przez Shell, to zdrowie i bezpieczeństwo wszystkich tych, którzy pracują dla projektów Shell, jest najwyższym priorytetem», napisał Ravenscroft. Wskazuje on także na toczące się dochodzenie w sprawie wypadku i na udział w nim reprezentanta norweskiego oddziału Shell.

Według Ravencrofta ma to być dochodzenie koordynowane przez firmę Heerema, niezależne od dochodzenia, które jest prowadzone przez Antigua i Barbuda.

Sarah Killoh, pracownik sztabu komunikacyjnego firmy Heerema napisała w wypowiedzi dla Aftenbladet/E24 «nasze myśli są z rodziną i przyjaciółmi zmarłego».

«Heerema opowiada się za gruntownym zbadaniem przebiegu zdarzenia oraz wyciągnięciem nauki z tego wydarzenia. Udzielamy wsparcia Fairplay, który jest operatorem i właścicielem statku. Dochodzenie zostanie przeprowadzone przez badaczy z zewnątrz. (…) Heerema stawia swoim podwykonawcom wysokie wymagania co do bezpieczeństwa i pracuje wyłącznie z armatorami, którzy są zarejestrowani jako kwalifikowani dostawcy».

Ponadto Heerema nie chce komentować sprawy i odsyła do toczącego się śledztwa.

Oversatt til polsk av Anna Maria Bratlie-Jensen

Publisert:

Mest lest akkurat nå

  1. Stavanger-kvinne blir tidenes yngste deltakar i «Mesternes mester»

  2. To nye tilfeller av koronasmitte i Sandnes

  3. Nordmenn på reise fikk karantene-sms

  4. To til sykehus etter at Secret Service skjøt mann utenfor Det hvite hus

  5. 80 syklister og elsparkesyklister bøtelagt i Oslo

  6. Knusende rapport om forholdene på konsert i Egersund lørdag